wtorek, 14 czerwca 2016

170 DAYS LEFT

Do 30 listopada* zostało dokładnie 170 dni, a ja jestem w ciemnej d*pie ze wszystkim co planowałam do tego czasu zrobić. Książki do egzaminów ledwo otworzyłam, zamiast schudnąć- przytyłam, pracy nawet nie zaczęłam szukać, nie wspominając już o moich pasjach, na które ciągle nie mogę znaleźć czasu, ani pieniędzy. Jedyne co mi się udało przez ostatnie miesiące to nie zawaliłam szkoły (choć szczerze mówiąc mogłam się bardziej postarać, bo oceny nie są powalające). Przez ten czas odżyło moje życie towarzyskie z czego bardzo się cieszę, ale nie zmienia to faktu, że nie wykonałam nawet w jednym procencie mojego planu. Oznacza to, że muszę się ogarnąć i ostro wziąć do pracy- mam przecież tylko 170 dni, a muszę zrobić tak wiele. Na szczęście zaraz wakacje, co oznacza więcej czasu i możliwości. Mam nadzieję, że mi się uda :-)

*mija wtedy termin składania podań do uczelni moich marzeń, do której się wybieram w przyszłym roku- UCLA

poniedziałek, 2 maja 2016

MY #365 CHALLENGE

Maj to zdecydowanie mój ubiony miesiąc. Uwielbiam go za piękną pogodę zwiastującą lato oraz długi weekend- przedsmak wakacji. Dzisiaj dotarło do mnie, że za rok będę pisać mature i tak naprawdę będzie już wiadomo czy dostałam się na wymarzone studia,  czy wyjadę na drugi koniec świata i czy moje życie zmienni się o 180 stopni. Rok to niby dużo czasu... Muszę w ciągu tych dwunastu miesięcy zapisać się, przygotować oraz zdać dwa ważne egzaminy (SAT, TOEFL), napisać CV i znaleźć pracę by zarobić chociaż na bilet lotniczy w jedną stronę, wyleczyć się z resztek depresji,  wygrać parę konkursów by zdobyć stypendium oraz zrzucić kilka kilo i wrócić do dawnej  figury. Dodatkowo nie mogę w tym czasie zawalić szkoły, ani odciąć się od znajomych,  musze zdać maturę, chciałbym rozwinąć swoje pasje i zainteresowania, myślę również o jakimś wyjeździe (może do Sztokholmu albo Berlina). Nie mam więc wcale dużo czasu, no ale cóż... muszę zdążyć by osiągnąć swój cel, jakim są studia w Los Angeles- bo marzenia same się nie spełniają :-)

piątek, 1 stycznia 2016

Hello 2016, please be good to me

Jest 23:53, siedzę w piżamie przy laptopie, płyta Hozier'a leci już trzeci raz, mama zaraz zawoła na szampana, wspominam zeszłorocznego Sylwestra, dokładnie 365dni temu byłam na jednej imprezie z M., ten dzień chyba mogę zaliczyć do jednych z najszczęśliwszych w moim życiu, na pewno mogę zaliczyć go do najważniejszych, w minionym roku było dużo takich 'ważnych' dni.

O ostatnich dwunastu miesiącach mogę spokojnie powiedzieć, że były to najważniejsze miesiące mojego dotychczasowego życia, zdiagnozowano u mnie depresje, a potem powolutku posypało się całe, moje życie towarzyskie, tata wreszcie się wyprowadził,  dwa miesiące wakacji przeleżałam w łóżku, następnie od września byłam na oddziale dziennym szpitalu psychiatrycznego, w grudniu nie wytrzymałam i przeniosłam się do 'punktu terapeutycznego'.  Tak w skrócie wyglądał u mnie rok 2015..

Wiem, że dla kogoś z boku nie wygląda to kolorowo, ale ja jestem zadowolona z minionego roku. Rok temu byłam typową, super nastolatką rodem z amerykańskiego filmu, super ciuchy, imprezy, starsi chłopacy i te sprawy, to była moja codzienność, inni mi zazdrościli. Czasem za tym tęsknie.. Ale nie wrócę już do tego, bo wywróciłam moje życie do góry nogami, choroba wywołana przez długotrwały stres zmusiła mnie do radykalnych zmian, ale to ja zmieniłam moje życie tak, a nie inaczej i jestem z tego dumna, czuję, że powoli staje na nogi..

A jakie mam plany na najbliższe dwanaście miesięcy? Przede wszystkim chcę być szczęśliwa. Mam nadzieje, że osiągnę mój cel dzięki pasjom: psom, fotografii, rysunkowi. Fajnie by było jeszcze otworzyć się na ludzi, na "przygodę", poczuć, że żyję.. Od 2016 roku nie oczekuje cudów, chcę choć trochę poskładać moje życie do kupy i po prostu być szczęśliwa! To chyba nie są wygórowane żądania!?